Archiwa kategorii: Uncategorized

Uderzyłam dziś dziewczynę. Tajski boks – dzień pierwszy i najdłuższy

5:50 pobudka. Jeszcze po ciemku i z trzema współlokatorami w pokoju, więc po omacku (macałam tylko swoje rzeczy, przysięgam) udało mi się naciągnąć leginy, ogarnąć uzębienie i znaleźć opakowanie z owocami na śniadanie.

6:30 wychodzę z domu hostelu. Po drodze obrzydliwie słodka kawa ze sklepu 7 Eleven i mapa w ręce. Trening zaczyna się za godzinę, ale mam do przedreptana ponad 3 km czyli ok 40-45 min. O ile się nie zgubię.

7:00 mijam pierwszych mnichów w pomarańczowych szatach. Każdy z nich niesie coś co wygląda jak pękaty garnek z paskiem – zbierają do tego jedzenie przekazywane za darmo przez mieszkańców.

7:20 zgodnie z prośbą przychodzę chwilę wcześniej, ale szefo, który się tym nie zajmuje w sumie w ogóle ze mną nie rozmawia i nic nie mówi. Siedzimy sobie 10 min. w ciszy. Jakiś czas temu zniknęła mi potrzeba zapełniania ciszy w takich momentach. Nie produkuję się. Czekam. Ale zaczynam się stresować, bo jestem tu sama.

7:31 przychodzi pierwsza osoba i do tego dziewczyna (yuuupii!!!!) . Kamień spadł mi z serca, jej też. „Moje prośby zostały wysłuchane, przyjechała jakaś dziewczyna, super” mówi na powitanie. Ja tez się cieszę. W czasie treningu trochę się mną zajmowała – pokazywała gdzie jest sprzęt, tłumaczyła co robimy. Czytaj dalej Uderzyłam dziś dziewczynę. Tajski boks – dzień pierwszy i najdłuższy

Reklamy

I co ja robię tuuu w Tajlandii?

Natasza z Kanady już od kilku godzin opala się przy basenie, John z Anglii popija drugie piwo, grupka Holendrów wstała 10 min. przed check-outem, a ja od 9 zamulam przed ekranem. W przestrzeni pomiędzy Wordem, pdfem i przeglądarką. Co ja robię tu uuuuu, co ty tutaj robisz – chciałoby się zanucić na początek.

Strona bloga zamilkła przed dwoma tygodniami, ale ja żyję, a nawet spędzam więcej czasu stukając na klawiaturze, niż mogłoby się wydawać z mojej internetowej płodności. Ale po kolei.

Koniec lata i początek jesieni był podróżniczo dość aktywny. W lecie kończyłam przewodnik po Poznaniu dla Bezdroży, cały wrzesień spędziłam w Kazachstanie i Kirgistanie, a październik między pracą (uczeniem) w Pradze, a weekendowymi wyjazdami do Londynu, Aten czy na festiwal filmowy. Wprawiałam się wtedy w pracy w każdym możliwym miejscu – w kuchni u brata, w autobusie, na schodach pod kinem i na lotnisku (przez co zresztą spóźniłam się na lot). Nie wiem nawet jak udało mi się znaleźć czas na spakowanie plecaka. Pewne jest, że 2.11 siedziałam zwarta i gotowa na praskim lotnisku.

W Tajlandii nie jestem tak do końca na wakacjach. Jest słońce (częściej chmury), plaża (częściej basen i deszcz), pyszne jedzenie i przemieszczanie się z wyspy na ląd i z powrotem. Ale głównym planem na wyjazd jest praca w drodze, coś na kształt digital nomada. Jaka praca? Piszę przewodnik po Tajlandii dla polskiego wydawnictwa ExpressMap. Czytaj dalej I co ja robię tuuu w Tajlandii?

Do kościoła nie chodzę nigdy. No, chyba, że w ateistycznych Czechach

DJ zamiast ołtarza, ludzkie kości zamiast żyrandola, a może mrożąca krew w żyłach instalacja artystyczna. Zapomnij o perełkach gotyku i baroku. I amen.

Czechy znane są jako jeden z najbardziej ateistycznych/agnostycznych krajów na świecie. Kościoły zwykle otwierane są tylko na czas mszy, wiele zamkniętych je na trzy spusty i ożywa dopiero w czasie Nocy Kościołów w czerwcu. Jest też kilka wyjątkowych miejsc, a którym kościelna przestrzeń nabiera nowego znaczenia.

Przez jakiś czas w byłym kościele w centrum na ulicy Michalskiej działał klub nocny Kostel. Nie pamiętam dokładnie kiedy został zamknięty, ale stara strona FB pokazuje koniec 2012 r. Nie, nie było protestów. Co więcej przez jakiś czas w jego podziemiach działał pop-up bar Blind Eye – przeniesiony po zamknięciu kultowego miejsca w dzielnicy Žižkov. Piwo było drogie i często z plastikowych butelek, ale właściciel wiedział, że trzeba zarobić jak najszybciej, bo kościelne podziemia szybko będzie musiał zwrócić duchom. Czytaj dalej Do kościoła nie chodzę nigdy. No, chyba, że w ateistycznych Czechach

Czas na architekturę czyli willowa Praga. Część pierwsza: Orzechovka

Może i mieszkam w Pradze ponad 8 lat, ale ciągle lubię zamulić w mieście i wybrać się do dzielnic, które chcąc nie chcąc wytarłam ze swojej mapy w codziennym pośpiechu. Na początku lata padło na trzy niesamowite willowe dzielnice: filmowy Barrandov, ogrodową Ořechovkę i funcjonalistyczną Babę.

I przepraszam za spolszczenie w tytule – niestety szablon nie ogarnia czeskich liter w tytule:) Nobody’s perfect:)

Trzy willowe dzielnice łączy wiele. Wszystkie powstawały w architektonicznie płodnym okresie w Czechosłowacji, czyli w dwudziestoleciu międzywojennym, kiedy twórcy w nowo powstałe państwo eksperymentowało z modernizmem, szukając między innymi nowego stylu. Na marginesie warto dodać, że arcyciekawy kubizm rozwinął się na terenie Czech także w architekturze (1911-14), co jest fenomenem na skalę światową. Ale o tym innym razem.

Póki co wsiadamy w tramwaj i jedziemy na Ořechovkę. Może nie będziecie mieli takiego pecha jak ja i pogoda nie będzie szaro szara (nie powalę na kolana zdjęciami, przepraszam), może nawet sprytnie zaplanujecie spacer w zimie. Zamarznięte policzki wynagrodzają bryły domków i willi w pełnej okazałości i bez parawanów z drzew i liści.

Zielono

Miasto albo wieś. Ale czy istnieje coś pomiędzy? Jest początek XX w., jesteśmy po rewolucji przemysłowej, na mapie Europy pojawia się Czechosłowacja, a nowa stolica, Praga, przeżywa boom, centrum miasta zagęszcza i przeludnia. Po Europie krąży książka brytyjskiego urbanisty Howarda „Garden Cities of the Future”, a jego koncepcja dzielnicy jako zielonego miasta ogrodu inspiruje także planistów w Pradze i w całym kraju. Czytaj dalej Czas na architekturę czyli willowa Praga. Część pierwsza: Orzechovka

Azerbejdżan praktycznie

Przed sezonem, np. w kwietniu, turystów prawie nie widać. Chyba, że spotkacie grupę przyjaciół, która tak jak wy, przesiada się z zepsutego samolotu w Budapeszcie… Z turystycznego punktu widzenia Azerbejdżan bardzo przypomina mi Armenię – kraj z dużym potencjałem, ale niepopularny wśród turystów i z raczej średnio rozwinięta infrastrukturą turystyczną. Poniżej kilka praktycznych azerskich wskazówek. Czytaj dalej Azerbejdżan praktycznie

Smaki Azerbejdżanu

Wegetarianka i Azerbejdżan to nie najłatwiejsza kombinacja

  • a macie coś bez mięsa? Bez mjasa (czy jak to się mówi po rosyjsku)

  • może sałatka z kurczakiem?

Kawowa narkomanka i Azerbejdżan to nie najlepsza para.

  • Kawa? Kawę chyba mamy…

    Nerwowe przeszukiwanie półki, a na stole ląduje obrzydliwie słodka rozpuszczalna Nescafe 3w1

Większość tygodnia leciałam na sałatkach, rybach z grilla  z sosem z granatu (tak, nie jestem prawdziwą wegetarianką..) i pysznej kremowej zupie z czerwonej soczewicy. Mniam!

20160423_224122

Co dalej? Czytaj dalej Smaki Azerbejdżanu

Teatr w kuchni? Pewnie, że tak! Zapraszamy do nas

Stół kuchenny jest za mały, żeby pomieścić 12 osób. Trzeba przynieść ten z pokoju Żanet. Przesunąć kanapę (zakryć nieoczekiwanego grzyba w rogu, ups ups ups). Wpuścić sprzęt, zaaranżować backstage. Ding dong. Przychodzą pierwsi goście.

Przyjeżdża szef teatru z Czeskich Budziejowic, trzy przyjaciółki, jakoś w naszym wieku, nieco skrępowana para i pisząca scenariusze dziewczyna, która nie tylko okazuje się być Polką, ale żoną znajomego. Praga jest mała, Czechy są małe.

Wygląda na normalne wieczorne posiedzenie z przyjaciółmi. Z tą różnicą, że większości gości nie widziałam nigdy na oczy, podobnie jak organizatorów. „Home visit Europe” czy „Europa w waszym domu” to projekt, o którym dowiedziałam się od Terezy, pracującej w moim ulubionym praskim teatrze Divadlo Archa. Czytaj dalej Teatr w kuchni? Pewnie, że tak! Zapraszamy do nas