Archiwa kategorii: Czechy

9 notatek – jak jeździć na rowerze po mieście i przeżyć

Mniej więcej rok temu porzuciłam komunikację publiczną i na dobre przesiadłam się na rower. Początki były często dość stresujące. Teraz nie wyobrażam sobie innego poruszania się po mieście.

Spisałam więc kilka najważniejszych rzeczy, które chciałabym usłyszeć przed moim miejsko-rowerowym debiutem. Inspiracją była też zeszłotygodniowa debata zorganizowana w Pradze przez REKOLA, z której pochodzą zdjęcia w tekście.

Co to są REKOLA – czytaj w tekście „Różowa napędowa. Pierwszy czeski bikesharing

dsc_1940

Pamiętaj. Jesteś uczestnikiem/czką ruchu drogowego i masz takie same prawa jak samochód – pozbądź się więc uczucia, że komuś przeszkadzasz i musisz „chować się” przyklejony/a krawężnika. Patrząc na to demokratycznie – w przeważającej większości samochodów poruszających się po mieście jest tylko jedna osoba. Samochody smrodzą i zajmują dużo miejsca, więc z mojej perspektywy rowerzysta jest bardziej „moralnie” uprzywilejowany…ale to już dyskusja na inną okazję. Ale także. Masz może takie same prawa, ale nie masz wokół siebie metalowej obudowy. Jesteś o wiele bardziej wrażliwy na wszelkie urazy. Na samochodzie nie zostanie nawet zadrapanie, ale ty możesz stracić równowagę, odrapać się lub połamać. Dlatego myśl nie tylko za siebie, ale też za kierowców.

Kilka zasad do zapamiętania: Czytaj dalej 9 notatek – jak jeździć na rowerze po mieście i przeżyć

Do kościoła nie chodzę nigdy. No, chyba, że w ateistycznych Czechach

DJ zamiast ołtarza, ludzkie kości zamiast żyrandola, a może mrożąca krew w żyłach instalacja artystyczna. Zapomnij o perełkach gotyku i baroku. I amen.

Czechy znane są jako jeden z najbardziej ateistycznych/agnostycznych krajów na świecie. Kościoły zwykle otwierane są tylko na czas mszy, wiele zamkniętych je na trzy spusty i ożywa dopiero w czasie Nocy Kościołów w czerwcu. Jest też kilka wyjątkowych miejsc, a którym kościelna przestrzeń nabiera nowego znaczenia.

Przez jakiś czas w byłym kościele w centrum na ulicy Michalskiej działał klub nocny Kostel. Nie pamiętam dokładnie kiedy został zamknięty, ale stara strona FB pokazuje koniec 2012 r. Nie, nie było protestów. Co więcej przez jakiś czas w jego podziemiach działał pop-up bar Blind Eye – przeniesiony po zamknięciu kultowego miejsca w dzielnicy Žižkov. Piwo było drogie i często z plastikowych butelek, ale właściciel wiedział, że trzeba zarobić jak najszybciej, bo kościelne podziemia szybko będzie musiał zwrócić duchom. Czytaj dalej Do kościoła nie chodzę nigdy. No, chyba, że w ateistycznych Czechach

Teatr w kuchni? Pewnie, że tak! Zapraszamy do nas

Stół kuchenny jest za mały, żeby pomieścić 12 osób. Trzeba przynieść ten z pokoju Żanet. Przesunąć kanapę (zakryć nieoczekiwanego grzyba w rogu, ups ups ups). Wpuścić sprzęt, zaaranżować backstage. Ding dong. Przychodzą pierwsi goście.

Przyjeżdża szef teatru z Czeskich Budziejowic, trzy przyjaciółki, jakoś w naszym wieku, nieco skrępowana para i pisząca scenariusze dziewczyna, która nie tylko okazuje się być Polką, ale żoną znajomego. Praga jest mała, Czechy są małe.

Wygląda na normalne wieczorne posiedzenie z przyjaciółmi. Z tą różnicą, że większości gości nie widziałam nigdy na oczy, podobnie jak organizatorów. „Home visit Europe” czy „Europa w waszym domu” to projekt, o którym dowiedziałam się od Terezy, pracującej w moim ulubionym praskim teatrze Divadlo Archa. Czytaj dalej Teatr w kuchni? Pewnie, że tak! Zapraszamy do nas

Różowa napędowa. Pierwszy czeski bikesharing

Na różowo. Tak chciałam pomalować mój rower. dopóki nie okazało się, że w Pradze jest minimalnie 300 kolejnych w tym kolorze – każde ma inne imię, ale wszystkie wspólne nazwisko – Rekola.

Pierwszy czeski bikesharing rozpoczął swój trzeci oficjalny sezon dosłownie kilkanaście godzin temu w warsztacie w praskich Holešovicach. Rekola to połączenie nowych technologii, współdziałania społeczności lokalnej i recyclingu („kolo” to po czesku „rower”, „re” jest już jasne). Różowe rowery można zobaczyć głównie w Pradze, gdzie w zeszłym roku przejechały w sumie aż 54 tys. km, ale także w mniejszych czeskich miastach – w Brnie, Ołomuńcu czy w Czeskich Budziejowicach.

Moje ukochane Rekola nie przypominają jednak systemów takich jak Veturilo w Warszawie, gdzie jeździ się na mało zgrabnych rowerach z reklamami wypożyczanych ze drogich w obsłudze stacji. Rekolo można przypiąć do słupa, barierki, stojaka, gdziekolwiek. Wszystko przy użyciu aplikacji na smartphony. Czytaj dalej Różowa napędowa. Pierwszy czeski bikesharing

Pod czeskim niebem

Tekst ukazał się w 2015 r. w czasopiśmie „All Inclusive”

<< Ten kraj serdecznych ludzi, gdzie przepyszne piwo leje się strumieniami od południa do późnej nocy, słynie przede wszystkim ze swojej stolicy, nazywanej Miastem Stu Wież i Złotą Pragą, obowiązkowego przystanku w podróży dla turystów przyjeżdżających do niego z całego świata – od Japonii przez Rosję po państwa Ameryki Południowej. Znajdziemy w nim jednak także wiele romantycznych zabytkowych zamków i dobrze zachowanych wiekowych miasteczek czy też idealne tereny do aktywnego wypoczynku. Dlatego warto zostać na czeskiej ziemi tak długo, jak to tylko możliwe. >>

Położona w Europie Środkowej Republika Czeska, nazywana przez swoich obywateli Česko, dzieli się na trzy krainy historyczne – Czechy na zachodzie, Morawy na wschodzie oraz mały kawałek Śląska z przemysłową Ostrawą. Kraj graniczy z Polską, Niemcami, Austrią i Słowacją, z którą od 1918 do końca 1992 r. tworzył jedno państwo – Czechosłowację. Mieszka w nim 10,5 mln ludzi, z czego aż ponad jedna dziesiąta w uroczej stolicy.

Praskie spacery

Czytaj dalej Pod czeskim niebem

Sylwester? Brrr ugh

Lubię koniec roku. Symboliczne granica. Podsumowania. Planowanie. Marzenie. Ale Sylwestra zdrowo nie cierpię.

Jest coś co do kości drażni mnie w Sylwestrze. Ten pi-ar, który określa 31 stycznia „najlepszą imprezą roku”. Trzeba mieć mega kreację (w której będzie super zimno w czasie spaceru między klubami czy na fajce w czasie imprezy), najlepszą fryzurę (która będzie rozwalała się wprost proporcjonalnie do najebania) i wyjątkowe miejsce do świętowania (które kosztuje trzy raz więcej niż wyceniłby to zdrowy rozum). Ratunku. Czytaj dalej Sylwester? Brrr ugh