Bieganie to zwiedzanie. Sport w podróży

Najlepiej funkcjonuję psychicznie i fizycznie, kiedy co kilka dni uprawiam jakiś sport. Na miejscu w Pradze to nie problem – jest fitness z różnymi zajęciami, szkoła taneczna, sauna, jeżdżę codziennie na rowerze. Ale co w podróży?

W czasie wyjazdów przez wiele lat brakowało mi ruchu, bo często zwiedzam też miasta, a spacer to nie to samo, spędzam dużo czasu w autobusach czy pociągach. Co z tym zrobić?

Odpowiedź okazała się banalna.

Buty do biegania. Pierwszy raz wzięłam je ze sobą do Izraela mniej więcej rok temu. I to był strzał w dziesiątkę. Nie ważne gdzie byłam zawsze znajdzie się jakiś park czy droga nadająca się do biegania. Dwie noce w Jerozolimie? Super. Stare miasto z wieloma zabytkami zwiedzam pieszo, a po południu ubieram różową parę butów, zakładam zielone słuchawki i zwiedzam nową część, gdzie w innych okolicznościach nawet bym nie dotarła.

Sposób na zwiedzanie mniej oczywistych miejsc w czasie biegania sprawdził się świetnie. Od tego czasu biegałam w Laosie czy Omanie, a zdecydowanie najwięcej zagranicznych kilometrów nabiłam w Tajlandii – w Bangkoku, w Phuket, w Ao Nang, w Chiang Mai, w parku, na plaży, na wiejskiej drodze.


Bieganie jest za darmo, nie wymaga znajomości języka, szukania fitnessu, można biegać o każdej porze i tyle kilometrów, na ile mam ochotę. Jedyny minus – pakowanie butów, które zajmują stosunkowo dużo miejsca w moim raczej małym plecaku. Ale przydają się na piesze wycieczki, zwłaszcza jeśli nie biorę butów w góry.

Przyzwyczaiłam się już do bycia kosmitką. Jestem spocona, ubrana w leginy i jakąś dziwną bluzkę i nie, nie w tym momencie nie czuję się atrakcyjna, ale wzbudzam zainteresowanie, szczególnie panów (może to efekt Pameli Andersson…). Zdarzyło mi się, że policjant biegł kawałek ze mną, ludzie mnie poganiają, machają i zagadują albo zapraszają na wodę haha. Na początku trochę krępowało mnie to zwracanie uwagi, po czasie się przyzwyczaiłam. W Tajlandii też biegają, ale może trochę mniej osób i zwykle w parkach czy wokół jeziora, niekoniecznie, jak ja, przez środek wioski wzdłuż Mekongu.

Dokładnie 22 dni temu biegałam w 30 stopniach Celsjusza w parku w Bangkoku, dokładnie 17 dni temu biegałam wieczorem w 20 stopniach w Omanie, dokładnie trzy godziny temu biegałam w minus 5 w polskim Cieszynie.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Bieganie to zwiedzanie. Sport w podróży”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s