I co ja robię tuuu w Tajlandii?

Natasza z Kanady już od kilku godzin opala się przy basenie, John z Anglii popija drugie piwo, grupka Holendrów wstała 10 min. przed check-outem, a ja od 9 zamulam przed ekranem. W przestrzeni pomiędzy Wordem, pdfem i przeglądarką. Co ja robię tu uuuuu, co ty tutaj robisz – chciałoby się zanucić na początek.

Strona bloga zamilkła przed dwoma tygodniami, ale ja żyję, a nawet spędzam więcej czasu stukając na klawiaturze, niż mogłoby się wydawać z mojej internetowej płodności. Ale po kolei.

Koniec lata i początek jesieni był podróżniczo dość aktywny. W lecie kończyłam przewodnik po Poznaniu dla Bezdroży, cały wrzesień spędziłam w Kazachstanie i Kirgistanie, a październik między pracą (uczeniem) w Pradze, a weekendowymi wyjazdami do Londynu, Aten czy na festiwal filmowy. Wprawiałam się wtedy w pracy w każdym możliwym miejscu – w kuchni u brata, w autobusie, na schodach pod kinem i na lotnisku (przez co zresztą spóźniłam się na lot). Nie wiem nawet jak udało mi się znaleźć czas na spakowanie plecaka. Pewne jest, że 2.11 siedziałam zwarta i gotowa na praskim lotnisku.

W Tajlandii nie jestem tak do końca na wakacjach. Jest słońce (częściej chmury), plaża (częściej basen i deszcz), pyszne jedzenie i przemieszczanie się z wyspy na ląd i z powrotem. Ale głównym planem na wyjazd jest praca w drodze, coś na kształt digital nomada. Jaka praca? Piszę przewodnik po Tajlandii dla polskiego wydawnictwa ExpressMap.

Miałam pewne obawy. Czy tej John z piwem i Natasza w basenie, klimat i wszechobecny klimat lenistwa i wakacji nie będą mnie rozpraszać. Z zadowoleniem stwierdzam – nie! Ale zacznę od minusów, żeby skończyć pozytywnie. I nie, nie narzekam – jest bosko i jestem szczęśliwa, że tak mogę!

Minusy pisania w drodze:

  • mam czasem poczucie, że nie widzę nic innego niż hostel i dwie ulice obok (choć racjonalnie to nie jest prawda),

  • wyjazd nie jest ani finansowany, ani dofinansowany przez pracodawcę

  • jestem trochę asocjalna, bo ciężko nawiązywać znajomości, jak wszyscy się zapoznają, a ja stukam w Wordzie rozdział o religii w Tajlandii

  • wykonuję tylko jeden rodzaj pracy i czasem wydaje mi się, że ma to wpływ na jakość, że piszę zbyt maszynowo i powtarzam konstrukcje

Plusy pisania w drodze:

  • nie mam poczucia, że siedzę tylko w praskim pokoju przy kompie i nic się nie dzieje

  • jestem właśnie TU, żeby napisać TEN przewodnik, szkoda byłoby stracić ten czas

  • wbrew pozorom jest mniej rozpraszaczy – nie muszę iść do banku, nie biorę dodatkowych lekcji, nie mam znajomych, których wypada spotkać albo mieszkania do posprzątania

  • mam czas na sport – zwykle zwiedzanio-bieganie lub basen, min. co dwa dni

  • pewne fakty mogę sprawdzić na miejscu

  • inspiracja jest wszędzie!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s