Jestem w ciąży z tureckim jedzeniem

Nie wiem kiedy ostatnio tyle zjadłam w trzy dni, co w ostatni weekend w Istambule. Brzuch wypchany, ale warto było, bo turecka kuchnia to dla mnie wielkie wielkie odkrycie. I co więcej – raj dla wegetarian!

To mój drugi raz w Turcji, z wcześniejszego pobytu pamiętam głównie przepyszną zupę z soczewicy i baklavę, której zjadłam wtedy tyle, że nie mogę na nią nawet patrzyć do końca życia.

Tym razem weekendowo odwiedzałam znajomego w Stambule, który tak bardzo zaangażował się w rolę przewodnika po tureckich kubkach smakowych, że do Pragi przywiozłam minimalnie kilo w biodrach.

Dzień zaczynaliśmy od późnego tureckiego śniadania.

Dla mnie to był główny posiłek dnia. Na zdjęciu to najlepsze, jakie jadłam. Przyjrzyj się – omlet z kilku jajek, do tego talerz z kilkoma rodzajami sera, pomidorkami i ogórkami. Wszystko w akompaniamencie dokładnie 16 miseczek z różnymi smakołykami (po turecku meze) – kozi i owczy ser, dwa rodzaje oliwek, sałatka z sosem z granatu, miks z bakłażana, pasty, dżem figowy, hummus… do tego herbata, a po zakończeniu posiłku – mocna turecka kawa.

20160409_134933

Po kawie i krótkim spacerze, a jakże, desery – zjedzony był tak szybko, że nie zdążyłam zrobić zdjęcia. Do wyboru kilkumetrowe witryny z ryżowym puddingiem, deserem czekoladowym, różnymi rodzajami chałwy, wyglądająca jak dziwna galaretka lokum, lodami… można wyliczać w nieskończoność.

Ale najdziwniejszy deser jaki jadłam w życiu wygląda tak:

20160410_205935

To kanefet, mało aromatyczny ser w cienkim cieście, zalany masłem ze sporą ilością cukru, pieczony w piekarniku. Całość posypana pistacjami i podawana z lodami. Szaleństwo – do spróbowania choć raz w życiu (dla mnie pierwszy i ostatni).

Jeśli w twoim mieście pojawi się nowy bar z kumpirem to znaczy, że ja i mój turecki znajomy otworzyliśmy nowy bar. Kumpir to duży upieczony ziemniak, który kroi się na pół, a do środka pakuje oliwki, papryczki, kukurydzę, groszek, ogórki, pomidory, sałatkę…a całość polewa wybranym sosem. Może nie wygląda apetycznie, ale smakuje tak bosko, że zniknęło nim przypomniałam sobie o drugim zdjęciu.

20160409_225046

Jeśli jeszcze byliśmy głodni, wpadaliśmy do jednej z restauracji samoobsługowych, gdzie wybierać można było z kilku wegetariańskich dań (często na zimno) takich jak smażony bakłażan, falafele, kotleciki warzywne, jarmuż z warzywami, papryczki…

W czasie imprezy na zagryzkę małże, które nadziano przyprawionym sosem.

A tyle jeszcze nie zjadłam…

Reklamy

5 myśli w temacie “Jestem w ciąży z tureckim jedzeniem”

      1. Ponoć w Warszawie jest fajna knajpa gdzie można znaleźć nawet tantuni (ale to nie bardzo dla wegetarian), niestety nie zdążyłam odwiedzić- jest tak bardziej na uboczu. Zazwyczaj tureckie jedzenie w restauracjach zagranicznych nie smakuje mi tak samo, albo mam po prostu takie szczęście. Chociaż np. w Niemczech spokojnie da się znaleźć takie miejsca, wiadomo dlaczego. Póki co jestem na Węgrzech i chyba narazie tak zostanie 🙂 Ostatnio tutaj byłam w ponoć świetnej tureckiej restauracji i wyszłam rozczarowana. Może turecka rzeczywistość przyzwyczaiła mnie do czegoś lepszego, albo po prostu jestem wybredna! 🙂 pozdrowienia!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s