Dynamika przyjaźni. A może o miłości?

Nie rozumiem, czemu słowo „zaprzyjaźnianie” nie ma w sobie takiego ładunku emocji jak „zakochanie”? Okej, może nie masz motyli w brzuchu, nieprzespanych nocy (chyba, że ciągle razem imprezujecie…:)), fascynacji cielesnością, ale przecież poznawanie kogoś, kto może zostanie z Tobą na długie (często dłuższe niż ta miłość) lata, jest równie emocjonujące.

To może wprowadzimy „zauwielbienie”?

Czy jak pisać o tej początkowej fascynacji? Spotykam kogoś w bramie, przekazując książkę, albo gadam o dyrdymałach przy winie w kuchni i bardzo szybko wiem, obie (oboje) czujemy, że będziemy pięknie razem grać, że dopijamy tylko dlatego, że wypada iść spać, złapiemy podobny poziom, polecimy w noc.

Im bliżej się poznajemy, tym coraz bardziej gęstnieje między nami. Trzeba podzielić się popołudniową myślą, fajną piosenką, pomysłem, jakąś pierdołą. Jest zapatrzenie w nowe z wielkim wykrzyknikiem, obwąchiwanie się, obserwowanie, zbliżanie. Relacja zagęszcza się, spędzacie dużo czasu, wyrzygujecie o ważnych i błahych sprawach przy winie kilka razy w tygodniu. Żyjecie razem dużą część życia. Odkrywasz muzę, o której nie wiedziałam, że mi sie spodoba, może nawet przejmujesz sposób wyrażania myśli.

Wtedy właśnie budujemy mocne podstawy, fundamenty, które powinny wytrzymać nawet tsunami. Żeby czuć, że warto jest walczyć, kiedy przyjdzie ten dziwiniejszy moment. Przeczekać. Skonfrontować. Włączyć cierpliwość. Zapomnieć. Nauczyć się siebie trochę od nowa/

Fundamenty są też po to, żeby po jakimś czasie – roku, dwóch – zupełnie naturalnie rozluźnić więź. Korzystać z poziomu relacji, przy którym, nawet po trzech miesiącach rozłąki, spotkamy się na rowerach czy przy drinku w barze na Josefowie i zawsze jest tak samo fajnie.. Bo czas tej relacji nie zadrapał, po prostu musicie trochę nadrobić. Nawet jeśli każda/y pójdzie w swoją stronę, w izolację, w nową relację, w inną część życia. Zmieni się, poeksperymentuje, odbuduje. 

A potem znowu wpływamy na jedną trajektorię. Sklejamy się, odkrywamy na nowo. Z tęsknotą, mocno, intensywnie, najpiękniej.

I to piękne, że pomimo, że czasem mamy wyboje to suniemy dalej. Że każda z nas jest inna, z mocnym kurwa charakterem, że umiemy być blisko, a jednak nie jemy się nawzajem definitywnie. Mi się taka wizja relacji podoba bardzo. Czasy papużek nierozłączek, ubierających się tak samo, dawno minęły (i par, które jedzą sobie z buzinki w każdej sytuacji), kocham czasy osobowości, które mają swoje światy, które mogą dla siebie odkrywać.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s