Wymuszona miłość. Warszawa

  • Łukasz, a lubisz Warszawę?
  • No lubię, musiałem polubić. Ale to nie była miłość od pierwszego wejrzenia.

Przez lata nigdy nie porwała mojego serca, choć dawałam jej kilka szans. Przelotnych, ale jednak. Przecież zwykle nie trzeba dużo, żeby zakochać się w miejscu. Przez wiele lat, kiedy jeszcze mieszkałam w Polsce, kojarzyła mi się głównie z okolicą Centralnego i krótkimi spacerami za prymitywnymi potrzebami (jedzenie!) w czasie przydługich przesiadek. Potem zniknęła z horyzontu na dłuższy czas.

Pojawiła się znowu trzy lata temu, kiedy raz na rok zaczęłam wpadać do stolicy, żeby odwiedzić znajomą. Spędzałam więc z Wawą weekendy. Przytulne kawiarnie, kluby z wódeczką, bary mleczne i rower, dużo roweru, znajomi z bardzo dawnych lat. Zaczynałyśmy dogadywać się coraz lepiej. Szkoda, że zwykle przy minusowej pogodzie – w środku zimy lub wczesną wiosną, w wielkiej czapce i w niewystarczająco ciepłych spodniach. Tak, nienawidzę rajstop pod spodniami. Tak, rozumiem, że wybierając odpowiednie ścieżki i najfajniejsze miejsca można żyć w Wawie z przyjemnością.

Uczucie, którym pałam do Warszawy, kojarzy mi się z tym londyńskim. Brytyjska stolica turystycznie jest nudna jak flaki z olejem. Big Ben, serio? Do Londynu zaczęłam jeździć regularnie, głównie ze względu na brata, który mieszka tam od ponad roku i dopiero ta perspektywa mieszkańca sprawiła, że wracam tam chętnie. Pyszne jedzenie (chodzimy głównie na moje ukochane – tajskie i wietnamskie), pyszna kawusia flat white i długie długie spacery (przez 30 lat nie wiedziałam, że mój brat jednak lubi spacerować hyhy) nad londyńskimi kanałami, wygrzewanie się na trawie w parku. Ale to można robić niemal wszędzie, prawda? Też w Warszawie.

Tym razem główną motywacją warszawskiego weekendu był ślub Agnieszki, z którą znamy się intensywnie i przelotnie od wielu wielu lat. Przyjechałam w piątek w nocy, w sobotę rano szybko ogarnianie, speed do Pałacu Ślubów, a potem dłuuuuuuuuuuuuugi piękny nieco alkoholowy tunel – od 12.30 w środku dnia do 5 rano. Co to tunel? Stan umysłu z ograniczonym polem widzenia, kiedy cały świat nagle zamyka się w mikrokosmosie wokół Ciebie. Jest tylko tu i teraz, są tylko ludzie w polu widzenia, czyste carpe diem zakończone capuccino o 4 rano na Centralnym, a potem gorącą kąpielą w pożyczonym mieszkaniu o 5 rano. W niedzielę obudziłam się za późno i niemal bez kaca z kilkoma genialnymi myślami i pomysłami. O nich wkrótce.

20160123_113739 (Medium)20160123_113655 (Medium)20160123_113757 (Medium)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s