Miasto potrójnie święte

Sztywna i nudna, modlący się ludzie i smutne cnotki. Takie bezsensowne wyobrażenie miałam o Jerozolimie. Jak bardzo się myliłam! A szabat w Jerozolimie to naprawdę magiczne doświadczenie.

Przyjechałam z Tel Avivu jednym z ostatnich autobusów przed piątkowym szabatem. Dworzec wypluł mnie w wprost w słoneczne zadbane miasto. Obok śmigające elektrorowery, tramwaje, plątający się po zatłoczonym targu ludzie i zbyt głośne grupki nastoletnich amerykanów, dredziaści uliczni grajkowie, znak koszer McDonaldsa, jakaś rodzina wyglądająca na ortodoksyjnych Żydów. Zadbane i żywe miasto z kawiarenkami, barami i czystymi skwerkami. Spodobało mi się od razu. Jedno z najświętszych miast na świecie i ja, niewierząca grzesznica, zagraliśmy razem bardzo dobrze.

Turystyczny zamęt zaczął się półgodzinnym spacerze. Nagle, zaraz po przekroczeniu murów starej Jerozolimy znalazło się obok mnie kilku panów w średnim wieku, którzy koniecznie chcieli mi pomóc ze znalezieniem noclegu. Kiedy dowiedzieli się, że mam już rezerwację, miło wskazali właściwy kierunek, ale swoją przysługę próbowali bez skrępowania wykorzystać następnego dnia „pamiętasz mnie? Pomogłem Ci wczoraj? Ode mnie nie kupisz?”.

Run, Byrtek, run!

Po zalogowaniu w hotelu postanowiłam iść pobiegać. To mój nowy wynalazek i nowy sposób na zwiedzanie obrzeży miasta – ulic, które może nie są napakowane zabytkami (w tym wypadku nowsza część miasta), ale warto je zobaczyć, żeby zbudować sobie w głowie ogólną mapę i atmosferę miasta. Ubrałam więc czarne leginsy, różowe buty do biegania, zielone słuchawki i byłam gotowa na moje jerozolimskie kilometry po nowym mieście.

Zagubić się, a potem odnaleźć. W rytmie reggae i dancehall’u Tak przemierzałam wymarłe ulice Jerozolimy – w czasie szabatu zamknięte są należące do Żydów sklepy i restauracje, targ, nie jeździ komunikacja publiczna i samochody. Tylko ja, niedobitki pieszych, jakiś zagubiony turysta.

20151218_162319

Postanowiłam wrócić inną drogą i zupełnie przypadkowo trafiłam do dzielnicy mieszkalnej. Grupki odświętnie ubranych wiernych zmierzających do najbliższej synagogi widziałam w różnych miejscach, ale tutaj wszyscy mieli na sobie ubrania jak z początku XX w. Wielkie kapelusze (niektóre z nich futrzaste, podobno kosztują niemało), długie czarne suknie do połowy łydek, wyciągnięte skarpetki założone na czarne spodnie, fraki, białe koszule. Całe ortodoksyjne rodzinki, grupki rozmawiających panów, pięknie uczesane panie, dzieci ubrane jak mali dorośli.

Zachodzące powoli słońce.

Odświętna atmosfera.

A pośrodku biegnę ja w leginsach, przybysz z kosmosu. Nie ma jak popołudniowy jogging!

20151218_165027

20151218_165021

Kolejny dzień przeznaczyłam na intensywne zwiedzanie

Zdecydowanie nie należę do osób religijnych, a moja wiedza dotycząca Biblii, trochę wstyd się przyznać, jest raczej żałosna (Ok. mogę się pogrążyć. Dopiero jakieś 4 lata temu dowiedziałam się, że to dziecko spuszczone w koszyku po rzece to nie był Jezus...) Do Jerozolimy nie jechałam więc z duchowych przesłanek, trochę z ciekawości, ale bardziej „bo nie wypada być w Izraelu nie pojechać”.

Bardzo się myliłam. I nie chodzi tylko o przedługą historię. Teraźniejszość miasta, leżącego na styku kultur i wyznań, jest fascynująca. To bardzo ważne miejsce zarówno dla wyznawców chrześcijaństwa, judaizmy i islamu. Sama, otoczona wysokimi murami, stara część Jerozolimy podzielona jest na cztery części – najmniejszą ormiańską (częściowo zamkniętą dla zwiedzających), żydowską, chrześcijańską i muzułmańską. Można spacerować obok bożonarodzeniowej choinki i zwiedzać Bazylikę Grobu Świętego wybudowaną w miejscu, gdzie znajdowała się Golgota, dosłownie kilka minut później przechadzać się pod otwartym od rana do nocy targu, gdzie muzułmanie czekają na chętnych do targowania, a z dachów budynków obserwować Ścianę Płaczu (nazywaną Ścianą Zachodnią) i złotą Kopułę na Skale, ważne muzułmańskie sanktuarium.

DSC_1488

DSC_1516

Półtora dnia to zdecydowanie za mało. A chętnie zostałabym na koncert czy imprezę. Coś innego niż turystyczne zwiedzanie. W końcu to jakby stolica.

No właśnie. Ta kwestia nie była dla mnie zupełnie jasna. Izraelczycy, z którymi rozmawiałam, traktowali Jerozolimę jako stolicę państwa. Z kolei ja pamiętam z geografii, że stolicą jest Tel Aviv. Po jakimś czasie przełamałam jednak strach przed ewentualnym obciachem i dowiedziałam się w czym jest problem.

Według prawa izraelskiego Jerozolima to nie tylko największe miasto, ale też stolica z siedzibą prezydenta, parlamentu, sądu najwyższego. Nie ma jednak statusu stolicy na forum międzynarodowym – ambasady znajdują się w Tel Avivie, ONZ czeka na rozwiązanie konfliktu z Automonią Palestyńską. I tyle z tajemnic.

Więcej o polityce bez polityki w dwuczęściowym tekście „Nienawidzę Arabów. Nienawidzę Izraelczyków. Nienawidzę Polaków. Opowieści izraelskie”.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s