Nienawidzę Arabów. Nienawidzę Izraelczyków. Nienawidzę Polaków. Opowieści izraelskie.

Spędziłam z Harelem długą noc. Noc pełną polityczno-światopoglądowych rozmów w hostelu, przez „to jest jest prawdziwy Izrael”, aż po intymne rozmowy o życiu o czwartej w nocy. No, nad ranem.

Niedziela była z tych intensywnych, angażujących i politycznych

Po porannym zwiedzaniu kontrowersyjnej Jerozolimy, wskoczyłam w autobus do Betlejem, leżącym już na terytorium Palestyny (mój znajomy Harel, którego poznacie później, powiedziałby „Czego? Nie ma czegoś takiego jak Palestyna”). Odwiedziłam wprawdzie kościół wybudowany w miejscu, gdzie miał urodzić się Jezus, ale bardziej zafascynował mnie mur biegnący na skraju miasta. Wybudowano go w latach 2002-2003 jako ochronę mieszkańców Izraela przed ewentualnymi atakami terrorystycznymi. Do dziś wzbudza duże kontrowersje i sprzeciw mieszkańców Autonomii Palestyńskiej.

Na murze i w kilku innych miejscach w Betlejem brytyjski artysta (lub grupa artystów?) Banksy zostawił kilka street-artowych kawałków, gorzko komentujących sytuację. Znajduje się tu nawet sklep Bansky’ego, a jego właściciel pożycza turystom farby w spray’u, żeby mogli zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie… jak widać wszystko może być atrakcją turystyczną… Nad graffitii i mazami, zrobionymi przez mniej utalentowanych znajdują się tablice z wspomnieniami i opowieściami Palestyńczyków.

Spacerując wzdłuż muru spotkałam grupkę Niemców z Palestyńczykiem Muhammadem, który zaprosił nas wszystkich na ciastka i herbatę. Po kilku schodkach weszliśmy do biura centrum kulturalno-socjalnego. Z okna widać było szare płaty muru, kamery, armatki rozpylające gaz łzawiący. W ciszach między rozmowami i chrupaniem ciastek słyszeliśmy, jak miejscowe dzieciaki rzucają w mur kamieniami.

DSC_1538 (Medium)

Muhammad opowiadał. O tym, jak przetrzymywano go i bito na granicy, o tym, jak tłumy Palestyńczyków stoją o 3 i 4 rano na przejściu granicznym, żeby dojechać na czas do pracy, o dzieciach zabitych „przez pomyłkę” snajperskim strzałem w głowę przez izraelskich strażników, o prowokacjach prowadzonych przez izraelskich agentów, o tym, że intifada była sprowokowana przez Izrael, o tym jak…

Słuchałam. Uważnie.

Tak samo jak dwa dni potem słuchałam Harela, Izraelczyka ze Sderot*, miasta które często znajduje się pod ostrzałem Palestyńczyków ze Strefy Gazy.

*przed wyjazdem do Izraela normalną rekcją znajomych było „nie boisz się?”. Kiedy w Tel Avivie miejscowym znajomym powiedziałam, że o mało co pojechałam na koncert do Sderot powiedzieli „nie boisz się?”

W tej części świata polityka jest na porządku dziennym.

Czy tego chcesz, czy nie. Nawet w hostelach czy między niewinnymi turystycznymi pogawędkami, które zaczynają się od „a skąd jesteś?”. W czasie podróży po Izraelu stanowczo przyjęłam pozycję obserwatora. Bo konflikt, który wisi nad krajem od dekad jest z tych bardzo skomplikowanych i wierzę, że nie ma jednej uniwersalnej prawdy, nie ma jednej dobrej odpowiedzi na pytanie kto ma rację i czyja to wina – obie strony mają rację i obie strony jej nie mają. Nie mam zresztą wystarczającej wiedzy historycznej, żeby prowadzić długie debaty i wysuwać przekonujące argumenty, nie miałabym zresztą recepty i odpowiedzi na pytanie „co dalej”. Staram się więc słuchać obu narracji, które, o ironio, łączy dużo. Obie przesycone są wieloletnią propagandą, brakiem empatii i przekonaniem, że druga strona niesie odpowiedzialność absolutnie za wszystko, co złe, a my jesteśmy Ci dobrzy i pokrzywdzeni.

Izrael, zamieszkany w 75% przez Żydów, wciśnięty jest pomiędzy Syrię, Egipt, Jordanię i Liban, przylega do niego Palestyna i Strefa Gazy, od wielu wielu lat tkwi w konflikcie z wieloma państwami arabskimi. Napięcie jest ciągle gdzieś w powietrzu. O zagrożeniu mówi się w niemal w każdym wydaniu wiadomości (pomiędzy informacją o Miss Universe i zapowiadanymi strajkami). Codziennie na ulicy, w autobusie czy w pociągu mija się kilkanaście czy kilkadziesiąt osób w mundurach, najpewniej na przepustce. Powoli można się też przyzwyczaić do sprawdzania plecaka kilka razy dziennie – przy wejściu na stację czy dworzec, do supermarketu czy centrum handlowego. Do rzadkości nie należy widok dziewiętnastoletniego młodzieńca z karabinem na ulicy. Boję się widoku broni. Osiemnastolatkowie obowiązkowo idą do wojska – chłopaki na trzy lata, dziewczyny na dwa. Większość osób, których o to pytałam, nie brała służby wojskowej jako czegoś przykrego, z czego trzeba się wywinąć. Żyją ze świadomością ciągłego zagrożenia czy ewentualnej wojny i w pełni akceptują obowiązek, który pomoże im bronić ojczyznę w przypadku konfliktu. Tak twierdził na przykład Harel.

Harela poznałam na północy w Hajfie, dwa i pół dnia po wizycie w Betlejem.

Nocował w tym samym hostelu co ja, poznaliśmy się przy kolacji i oglądaniu wiadomości telewizyjnych, które tłumaczył leżąc na kanapie i okraszając je odpowiednim komentarzem. W czasie rozmów o podróżowaniu po kraju w co 20 zdaniu komentował „to (nie) jest prawdziwy Izrael”. Ale miał dystans do siebie, łapał moje poczucie humoru, umiał słuchać. Polubiłam go. Okazało się, ze jest menadżerem zespołu, który gra koncert w barze obok, więc wyszliśmy na piwo z małą hostelową ekipą.

  • wiesz, Haffa kojarzyła mi się zawsze tylko ze starym koncertem PJ Harvey – powiedziałam.

  • Poczekaj… – powiedział Harel grzebiąc w telefonie – to niedaleko, chodź, pokażę Ci gdzie to było.

Zgodnie z moim życzeniem pokazał mi swój „prawdziwy Izrael” w wersji Haifa by night.

Później w nocy zaczął opowiadać o sobie. Pochodzi z niewielkiego miasta Sderot, niedaleko Strefy Gazy. To jedno z niebezpieczniejszych miast Izraela, często ostrzeliwane jest przez Palestyńczyków. Nie przepada więc za Arabami. Choć nienawiść byłaby lepszym słowem. Zobaczyłam w nim lustrzane odbicie Muhammeda, którego spotkałam dwa dni wcześniej. Tylko wróg zmienił narodowość i religię.

Okazało się, że Harel ma tylko 23 lata (typowałam go na jakieś 28). Jak jego rówieśnicy, poszedł do wojska w wieku 18 lat.

Wyobrażasz to sobie? To okres, który w mojej części świata kojarzy się z odkrywaniem siebie, szaleństwami młodości i nieco beztroskim studiowaniem. A nie dyscypliną i karabinem przez 36 miesięcy. Harel trafił do jednostki, która nie tylko uczyła go zabijać, ale wydała też rozkaz.

Wyobrażasz to sobie? Masz 23 lata, jesteś młodym mężczyzną i musisz żyć ze świadomością, że zabiłeś człowieka. O przepraszam, nie człowieka, ale „cel” lub „wroga”. Harel twardo wierzy w słuszność, tego co robił. Nawet kiedy coraz bardziej się otwierał, a ja coraz bardziej widziałam, jakie straszne blizny pozostawiła na nim armia. To typ wrażliwca. Ale czy ma wyjście niż wierzyć bezgranicznie w swoją prawdę? Jak mógłby żyć z powątpiewaniem, że zabicie człowieka nie było słuszne?

O trzeciej rano on próbował mnie pocałować, a ja próbowałam mu wytłumaczyć, że nie ma czegoś takiego jak „nie lubię Europejczyków, nie lubię Polaków”. Bo drugi poziom polityki w Izraelu to brutalna historia i przeniesione na kolejne pokolenia poczucie wielkiej krzywdy, jaka się stała w czasie II wojny światowej.

  • jak nie lubisz Polaków? Ja jestem Polką, siedzę tu przed Tobą, pijemy piwo od kilku godzin, rozmawiamy, chcesz mnie pocałować, nie lubisz mnie?

  • Lubię! Nie mówię o Tobie…

    Kolejna część TUTAJ: Opowieści izraelskie cz 2.

Reklamy

Jedna myśl nt. „Nienawidzę Arabów. Nienawidzę Izraelczyków. Nienawidzę Polaków. Opowieści izraelskie.”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s