Gdzie jest Byrtek? W między-czasie

Wszyscy piszą książkę, ale kto już napisał. Wszyscy graja muzykę, ale kto skończył materiał na płytę. Każdy zaczyna bloga, ale gdzie jest Byrtek?

Wbrew pozorom powrót do Pragi nie był bolesny. Wprawdzie ponad trzy miesiące żyłam w pięknym oderwaniu – najpierw norweska wieś i życie w swojej głowie, potem Armenia, Gruzja, Budapeszt, odwiedziny u znajomych, rowery, Londyn, Amsterdam… Przeloty, powroty, wpadanie, przesypianie. Kilka tygodni intensywnego przemieszczania się.

I kocham ten stan. Nasycenie nowością i codzienne gładkie wychodzenie poza comfort zone. Ale potrzebuję też kawałka „mojego” w jednym miejscu na mapie. Przede wszystkim, żeby budować relacje z bliskimi i dalszymi ludźmi, i żeby całe moje życie nie opierało się na „skąd jesteś, gdzie jedziesz, cześć, wymieńmy się facebookiem”.

Potrzebuję też miejsca, gdzie mogę się rozwijać. Tworzyć nową jakość, wchłaniać nowe, uczyć się, rozszerzać sprawy pracowe, dawać. Ważny jest też ten bardziej przyziemny poziom – chodzić do mojego kina, mieć swój pub i mówić cześć barmanom i stałym bywalcom, cieszyć się codziennie z mojego roweru, wpadać w rytm, wracać do ulubionych miejsc, zamawiać te same dania.

Cieszyłam się byciem w drodze i cieszyłam się z powrotu do mojej, bardziej oswojonej przestrzeni, z tego, co ma przyjść, jak pięknie i intensywnie wrosnę w moją Pragę i w mój Žižkov*. Jak będę nowe plany tylko wykreślać z listy jako „done”.

Zamiast tego najpierw wpadłam w dziurę pozornej samotności, która szybko okazała się murem w mojej głowie. Potem z kolei wrosłam w bąbel problemów z motywacją, z gigantycznym roztargnieniem (zwykle jestem bardzo bardzo ogarniętym człowiekiem), z nieogarnialniością czasu, który ciągle jakby przepływał mi przez palce i nie udawało się go ujarzmić. Początkowo było to nawet zabawne, po czasie maksymalnie irytujące.

Okazało się też, że przy ziemi trzymają mnie niedopowiedzenia i niejasności związane z relacjami – z przyjaciółką i z mężczyzną, który byłjest bliski. Nawet jeśli nie myślałam o tym kilka razy dziennie, przewijało się to we mnie i zamulało pamięć operacyjną, ciążyło.

Proste zwerbalizowanie sprawiło, że poczułam się wolna.

Zamulenie trwało niemal dwa miesiące. Długo. Dużo życia przepłynęło nie zawsze tak, jakbym chciała. Nie żałuję, wracam mądrzejsza, ale czuję, że znowu jestem gdzieś na grzbiecie fali. Płyniemy napieramy #stodwadzieściaprocent.

 * Žižkov praska dzielnica, w której żyję, niedługo dlaczego tu jest najprzytulniej choć śmierci marihuaną i psimi gównami

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s