Powroty. Oraz o samotności

A potem przychodzi moment, kiedy siadam w moim pustawym pokoju. Obok mebli niewypakowane do końca kartony. Patrzę przez okno i boję się, że to czego nie lubiłam kiedyś w moim życiu w Pradze, tak po prostu teraz wróci i skasuje, skreśli, zmyje wszystko, co miało być moją zmianą.

Tegoroczny wrzesień nie był standardowy. Po lecie w pracy w Norwegii postanowiłam zrobić sobie najfajniejszy prezent na trzydzieste urodziny – luźniejszy, podróżniczy miesiąc. Zaczęłam od dwóch tygodni w Armenii (z kawałkiem Gruzji), potem ruszyłam w stronę miejsc, które są ważne, a na które nigdy nie mam wystarczająco dużo czasu. Odwiedziny u znajomych na Morawach, góry z przyjaciółką, wizyta u mamy, przy okazji też (częściowo służbowo), Amsterdam, Budapeszt i odwiedziny u brata w Londynie. Nie, normalnie nie podróżuję aż tyle.

Zrobiły się z tego grubo ponad trzy miesiące poza Pragą, którą uważam obecnie za mój punkt zaczepienia. Na czas wyjazdu do kilku pudeł i kilku toreb spakowałam wszystko co mam, pokój wynajęłam znajomej.

Czasami rzeczywistość wokół mnie zmieniała się tak szybko, że kręciło mi się od tego w głowie. Jeszcze rano jestem w Budapeszcie, ale wieczorem odwiedzam Brno i śpię w Ołomuńcu. Dwanaście godzin później gubię się na rowerze na Południowych Morawach, późnym popołudniem dobijam na koncert znajomych, a rano siedzę już w spóźnionym pociągu do Pragi. Przy takich transferach nawet nie mam czasu pomyśleć, co chciałabym napisać. Przy takim tempie i intensywności nowego (impulsy, ludzie, wydarzenia, obrazy) często i łatwo zagłuszyć). Przy skupieniu na codziennych sprawach (czym dojechać, gdzie kupić bilet, o której wstać, żeby zdążyć na samolot, co zjeść) powrót może boleć.

Powrót to jak ostrzejsze hamowanie w czasie jazdy samochodem. Ten moment, kiedy auto już się zatrzymuje, ale ciało jest ciągle w ruchu. Ułamek sekundy. Dyskomfort, dysonans, dysharmonia.

I przychodzi moment, gdy siadam w moim pustawym pokoju. Obok mebli niewypakowane do końca kartony. Patrzę przez okno i boję się, że to czego nie lubiłam w moim byłym życiu, a niby udało mi się zmienić, teraz tak po prostu wróci i skasuje, skreśli, zmyje wszystko, co miało być moją zmianą. Znana przestrzeń pragnie weryfikacji. To znowu ja w starych ramach. Kim jestem teraz?

Często po powrocie czuję się bardzo samotna

Tak, tak, bardzo tęskniłam za przyjaciółmi, ale bez czasowego bufora między podróżą, a praską stabilizacją zaczynam się zapętlać sama w sobie, zapadam się w tej szparze pomiędzy dwoma światami – tym na miejscu, a tym we mnie, pełnym nowych wrażeń z przejechanych kilometrów. Czuję, że nie pasuję. Niby wszystko jest podobne. Ale praski świat poszedł do przodu o ponad trzy miesiące, a mnie przy tym nie było. Niby wszystko jest podobne, ale ja mam w sobie kilka innych wszechświatów i historii, których nie umiem opowiedzieć po prostym „Jak było w..?”. Przyjaciele i znajomi na pewno są, ale jednak przyzwyczaili się, że mnie nie ma.

Brakuje mi też tej otwartości ludzi w hostelach, w minibusach czy przy czekaniu na pociąg. Otwartości podróżników, którzy, tak jak ja, mają czas i oczy otwarte na wszystko wokół nich. Tam gdzie mieszkamy jest inaczej – przesiadamy się z metra na tramwaj układając listę zadań do-zrobienia, martwiąc się, że jeszcze nie zadzwonił czy próbując przypomnieć sobie, co jeszcze trzeba kupić na kolację. Nie ma w nas przestrzeni na niezobowiązujące rozmowy, czasu na pytanie „a skąd jesteś”, każde potencjalne pytanie początkowo odbierane jest jako wchodzenie butami w prywatną przestrzeń.

Nie, nie jestem nieszczęśliwa, że wróciłam. Akceptuję to, jak odbieram powrót, jako konsekwencję moich decyzji. Zresztą część mnie przecież jednak tęskniła. Za mieszkaniem, za moją własną przestrzenią życiową, za możliwością wejścia w głębsze relacje z innymi ludźmi, za miejscem, gdzie mogą budować swój świat na większą skalę. Bo w podróży odkrywam, ale też cicho się przyglądam, w życie „tu” idę jednak z większym rozmachem.

Widok z praskiego okna

20150304_142049

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Powroty. Oraz o samotności”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s