Metafora jako cenzura, czyli podsumowanie

Każdy z nas nosi jakiś bagaż życiowy pełny przeszłości. Przylepia się, przyciężkawa grawitacja, pomięte czeluści. Lepiej czasem zatrzymać się, ściągnąć plecak, otworzyć i wyrzucić najbardziej zgniłe kanapki.

Lżej się idzie, łatwiej eksploruje nowe ścieżki, nie rzuca się przeterminowaną puszką z tuńczykiem w zbliżających się niewinnych ludzi. Rzeczy z góry zwykle można wywalić bez zatrzymywania, gorzej z niedopranymi skarpetami gdzieś przy dnie, zgniłym ziemniakiem i rozsypaną zupką chińską. Trzeba usiąść i cierpliwie wygrzebywać, irytować się, wkurzać, ale wyciągać co się da. Myśleć o sobie, starać się nie myśleć o sobie, przypominać sobie porażki, nawet mówić na głos, biczować się, a potem głaskać, uciekać w przyrodę, zamykać się na ludzi i na nowo otwierać. Ale działać i oczyszczać.

Takie były moje ponad dwa miesiące w Norwegii.

Przepraszam. Porównania irytująco banalne, ale tak wyglądała moja wewnętrzna Norwegia po cenzurze.

Wiem, że to początek procesu, ale niech się toczy paralelnie, zapierniczamy dalej, jestem gotowa, czuję się silna, wyluzowana, zdystansowana. Płynę, a nie przedzieram się.

Podróżowanie to tak naprawdę wyrwanie samej siebie z kontekstu, łapanie dystansu, który potrzebny jest jak powietrze. To między innymi dlatego co jakiś czas wyjeżdżam nie tylko na dwa tygodnie, ale na dużo dłużej. Za każdym razem wracam odmieniona.

Dwa i pół roku temu z praskiego lotniska wyleciałam na ponad dwa miesiące do Azji Południowo-Środkowej. Rok 2012 był jednym z najcięższych w moim życiu pod wieloma względami. Kilka dni przed wyjazdem byłam w rozsypce. Pamiętam, siedziałam na użyczonej przez przyjaciółkę kanapie i mówiłam do siebie:

okej, Byrtek, są dwie opcje. Zwlekasz się, pakujesz co ogarniesz, jedziesz na lotnisko, a potem niech się dzieje co chce. Albo kładziesz się na nieswojej kanapie i nie wstajesz z niej trzy tygodnie.

Wygrała opcja numer jeden.

Odcinanie od życia stacjonarnego zabrało mi dużo czasu, potem przyszedł spontan i beztroska, a po niemal trzech miesiącach wróciłam pełna energii, wiary w ludzi, w drogę, w plany, w siebie, w siebie w moim stacjonarnym świecie. Czy byłam innym człowiekiem? Pewnie nie, ale odpoczęłam, zrobiłam krok naprzód, zdystansowałam się i wyrzuciłam 3 kilo starego bagażu i napierdałam dalej.

W tym roku wprawdzie nie wyjeżdżałam w kryzysie, ale w pracowym przemęczeniu. I wiecie co? Mój magiczny sposób znowu zadziałał.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s