Pływałam dziś w chmurach

W miasteczku Hellesylt wysiadam z samochodu przemiłej pary starszych Norwegów. Zbiegam. Może rozgrzeję nogi w przemokniętych tenisówkach? Po prawej biały narowisty wodospad – wydaje się, że jeszcze chwila i zmiecie wioskę wciśniętą między górę i fiord. Idealnie! Prom odpływa za 15 min. Wczoraj o tej porze wjeżdżałam do Ålesund.

Jeśli głupi ma szczęście to ja mam IQ 50 czyli dobę wcześniej

W rekordowe 4,5 godziny udało mi się przejechać stopem 284 kilometry wzdłuż fiordów i z dwoma promami po drodze na trasie z mojego Fjaerland do Ålesund. Co więcej, ekipa jednego z promów postanowiła specjalnie dla mnie opuścić rampę po tym kiedy zaczęli przygotowanie do wypłynięcia. Dzięki, chłopaki!

Do Ålesund docieram więc w pełni dnia. Najpierw trochę słońca, potem malownicze chmury (sprawdź notkę 50% Ålesund 50% chmur), a na koniec niesztampowy zachód słońca z portu. Idealnie!

DSC_1001 (Large)

DSC_1002 (Large)

DSC_1004 (Large)

Kaisu, Kaisu, maja tutaj światła na przejściach dla pieszych. O matko, maja nawet przejścia! – to pierwsza smsowa reakcja po półtorej miesiąca na wsi.

Brakowało mi też zapachu morza. Jednocześnie kocham je i boję się. Przeraża mnie bezkres, głębia, nieprzewidywalność. Uwielbiam gapienie się przed siebie porcie, nieco zimniejszy wiatr od morza i wolność.

Nadmorskie Ålesund położone jest na przedziwnym półwyspie. Od wieków aż do dziś biznes kręci się tutaj wokół rybołówstwa (dziś dodać można jeszcze turystykę). Na początku XX w. kilkutysięczne drewniane miasteczko spłonęło. Najstarsze drewniane portowe zobaczyć dziś można tylko przy ulicy Molovegen, a miasto odbudowano w stylu młodzieżowym (Jugendstil) – jak w Skandynawii określa się styl art nouveau czyli architekturę secesyjną (najlepsze przykładu budynków przy Kongens gate). Nad centrum sterczy stroma skała zakończona punktem widokowym, na który prowadzi ponad 400 schodów (cześć praktyczna na końcu).

DSC_1012 (Large)

DSC_1010 (Large)

DSC_1026 (Large)

DSC_1017 (Large)

DSC_1018 (Large)

Najpierw pływam w trampkach

Najwyraźniej jeden słoneczny dzień oznacza 7 następnych z deszczem. Nie ma tego złego, bo pierwszy kierowca, który zabiera mnie z pobocza mówi: normalnie nie biorę, ale żal mi się cię zrobiło, bo tak pada. Potem siąpi pada leje pada leje, ale za każdym razem szybciej znajduję schronienie w czyimś aucie.

Do Hellesylt nad Geirangerfjord docieram więc stosunkowo szybko. I bardzo bardzo mokra.

Potem pływam po fiordzie

Fiord Geiranger wpisany został na listę UNESCO, co jednoznaczne jest z dużą ilością turystów i cudownymi cenami. Nawet miejscowi uważają, że 245NOR za prom dla jednej osoby bez samochodu to przegięcie. Podobno była nawet afera w lokalnej prasie, ale. Przecież i tak zapłacą. Więc zapłaciłam. Pięć minut przez wypłynięciem przestaje padać. Zaczyna 5 min po zejściu z pokładu. Taki fart.

Na koniec pływam w chmurach

Możliwe, że po kilku wizytach w Norwegii jestem rozpuszczona, ale sam fiord nie robi na mnie kolosalnego wrażenia. Ładnie jest, to prawda, ale to można powiedzieć o niemal każdym kilometrze w Norwegii. Najpiękniejsza okazała się atrakcja darmowa. Szare bloki skalne na powierzchni delikatne i smukłe, po bokach postrzępione strome warstwy. Śnieg, spływające nie wiadomo skąd strumienie, wielkie jezioro pośrodku niczego, zakręty, doliny, szczyty otulone przez chmury. Przejazd z kierowcą autobusu po godzinach przez chmury i góry – kilkadziesiąt kilometrów drogi prowadzi od fiordu (czyli poziomu morza) na ponad 1000 m. z miasteczka Geiranger do góry Dalsniba. Fjord OK. But this is boom! Mówię, a Norweg dumnie uśmiecha się ze zrozumieniem.


Cześć praktyczna

Ålesund Hostel – świetnie położony, czysty i dobrze wyposażony, chociaż w starszym stylu (piętrowe łóżka na pewno są dla młodzieży, bo 173cm ja miała spory problem się na nie wdrapać). W salonie religijne malowidła – budynkiem opiekowała się kiedyś organizacja chrześcijańska. W cenie śniadanie – szwedzki stół z wypasem.

Dobra kawa w Ålesund:

RACOON coffee&more – przytulnie, dobra kawa (nie filtrowana), ciastka i pralinki, miła obsługa, czego chcieć więcej.

Kreatywny i stylowy INVIT espressobar.

Reklamy

2 myśli nt. „Pływałam dziś w chmurach”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s