Każdy skok to odkrycie

Wybiegam z domu. Tam, gdzie przy placyku z Haszkiem zwykle zatrzymuję się na przejściu dla pieszych, spada lawina. Już trzecia dzisiaj. Dźwięk zsuwających się w dół kawałków śniegu i kamieni odbija się echem w dolinie. W Pradze przebiegałabym teraz obok wypchanej rowerami knajpki Bajkazyl, teraz mijam starą oborę i traktor. Tam, gdzie wcześniej tunel, ludzie na rolkach i rowerach, tory i widok na dzielnicę Karlin, tutaj pustka i rzeka spływająca z ośnieżonych szczytów tak porywiście, że lodowata woda wydaje się być matowo-niebieska. Potem mostek dla krów, omszały głaz, mały parking, tablica informacyjna i koniec drogi. Na Žižkovie rozciągałabym się na Krejcárku z widokiem na zabudowaną Pragę. Tu, w mojej Norwegii, wymachuję rękami twarzą w twarz z lodowcem. Zgrzałam się już po kilku kilometrach, ale powietrze jest o wiele chłodniejsze niż chwilę wcześniej. Jeszcze kilkanaście metrów i dotknęłabym brudnego śniegu wymieszanego z lodem. Wysoko w górze jeden z 22 jęzorów Jostedalsbreen, największego lodowca Europy kontynentalnej o powierzchni Warszawy. Kiedyś postawię tam nogę zakończoną rakiem.

Zawracam, a droga, którą już biegłam wygląda z tej perspektywy inaczej. Tylko zielone słuchawki na uszach i spodenki z obciętych jeansów wydają się być dokladnie takie same jak w Pradze.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s